środa, 25 listopada 2015

Susem przez kapustę po Feblik

Jak dało się zauważyć po blogu, zakurzyłam się strasznie i to tak strasznie, że przegapiłam premierę już 21 części Jeżycjady.
 O jakiś miesiąc, no niby nie dużo, ale jednak.  Gdy już się zorientowałam, że Feblik najnowsza książka Małgorzaty Musierowicz, czeka na mnie w księgarni pobiegłam w te pędy do pobliskiej galerii handlowej. A musicie wiedzieć, że nie było łatwo, bo
do wspomnianej galerii muszę biec przez pole kapusty( i żeby nie było wątpliwości mieszkam w mieście).

Chwyciłam książkę, ze znanego salonu i wróciłam do domu.  Przeczytałam i jestem pełna podziwu, jak to nasz ciamajda Ignacy znalazł sobie sympatie.  Nie zdradzając jednak wszystkiego, bo może jeszcze ktoś nie czytał Feblik, jest po trochu kontynuacją "Wnuczki do orzechów". Tym razem jednak główną bohaterką jest koleżanka, wspomnianego Ignacego Grzegorza i on sam.  Akcja toczy się tego samego lata, a dokładnie skupia się na kilku dniach upalnego Sierpnia.  W książce jest pełno miłości, serdeczności i spokoju.  Zapewne młodzi bohaterowie nie są już tacy realni, ale przecież książki nie po to są pisane żeby były realne. Mają się podobać i Feblik z całą resztą serii taki właśnie jest. Podoba mi się i w dodatku przenosi mnie w krainę spokoju i beztroski.  Co tu dużo pisać polecam:) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy komentarz jest dla mnie ważny