piątek, 21 marca 2014

Pokrzywowe inspiracje z "Prowincji pełnej marzeń"

Zawsze muszę robić wszystko na odwrót?  Widocznie nie była bym sobą. Przeczytałam kolejną książkę z serii Katarzyny Enerlich "Prowincja pełna...". Jak wiecie lub nie wiecie, wcześniej pisałam o Prowincji pełnej Gwiazd. Jest to druga cześć z całej serii. Teraz za mną pierwsza książką z tej serii Prowincja pełna  marzeń .  Jak łatwo zauważyć  powinnam zacząć odwrotnie, ale cóż już po frytkach;)


W wielkim skrócie Prowincja pełna marzeń to książka rozpoczynająca, opowieść o perypetiach Ludmiły dziennikarki, mieszkającej na mazurskiej prowincji . Dokładnie w szepczącej kamienicy znajdującej się w Mrągowie.
Ludmiła samodzielna i młoda kobieta, która jednak wokół siebie ma mało bliskich osób. Jej rodzice zmarli, nie ma rodzeństwa. Jedyne oparcie ma w przyjaciółkach i  kocie Mietku.  Jak to bywa dziennikarze czasem wysyłani są na jakieś imprezy i bankiety. Ludmiła tez trafiła na taki lokalny bankiet.  Ze względu na swoją znajomość języka niemieckiego, tłumaczyła luźne rozmowy przedstawicieli  przyjaźniących się miast z Polski i Niemiec.  Akurat akacja jest tu przewidywalna, na bankiecie Ludka poznaje przystojnego Martina. Niemiecki fotoreporter, który przyjechał razem z delegacją.  Uczucie ich porywa i przeżywają gorący romans, który rozwinie się szybko i równie szybko się skończy. Przyznaje, że mogę być tu nie obiektywna. Z  racji tego, że znam perypetie Ludmiły z następnej części. Wiedziałam o przyrodniej siostrze Ludmiły. Nie trudno było się domyśleć kim jest  kobieta szukająca jej w redakcji. W dodatku przyjechała z Wrocławia. Każdy by się  połapał ;). Główna bohaterka, nie zostaje już sama ma siostrę.  Co mnie bardzo zaskoczyło, to  że od pierwszego spotkania  ją kocha i zaprasza od razu do siebie.  Oglądają stare zdjęcia i Hanna zostaje na dłużej u Ludmiły. Żadnych niepewności, ani zasady  ograniczonego zaufania. Ciekawym epizodem, w książce na pewno była przygoda z Piotrem. Po wypracowanym w głowie obrazie Ludmiły na podstawie  Prowincji pełnej gwiazd, nie przesuszałam, że to taka zła kobieta.  Bo czy można, wykorzystać tak mężczyznę tylko dla tego, że samotność wydaje się taka straszna?

Prowincja czytana w pracy na moim czytniku:) 

Jeżeli szukacie szczęśliwego zakończenia to je tu znajdziecie.  Aczkolwiek nie jest mocno przesłodzone.  Gdybym nie znała późniejszych perypetii Ludmiły, wydarzenia z tej części mogłaby mnie zaskoczyć.  Jest jednak, rzecz która mnie osobiście irytował. Dialogi wewnętrzne głównej bohaterki. Przepraszam za , ale było to takie" pitolenie". Do tego dorzucę jeszcze zwracanie się do bohatera o imieniu Piotrek tylko  "Piotrze" i się gotuje.  Drażniło mnie to, jednak nie przeważyło na ogólnej opinii. Książkę polecam.  Jest to pozycja raczej z rodzaju "babskich czytadeł", ale w moim odczuci z tych bardziej realnych i bez księcia na białym koniu.  Jeszcze z takich ciekawości, odnośnie przenoszenia fikcji do życia realnego. W jednym z fragmentów Ludmiła daje Piotrowi suszoną pokrzywę mówiąc o tym, że jest dobra dla anemików.  Poszukałam, poczytałam na blogach i teraz piję pokrzywę. Trzymajcie kciuki za moje wyniki w następnym miesiąc, zobaczymy jak się sprawdzi pokrzywa;)


4 komentarze:

  1. Czasami takie drobnostki, jak ciągłe "Piotrze" mogą irytować, to zrozumiałe :) Książkę bardzo chciałabym przeczytać!

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam ostatnią, jak dotąd, część "Prowincji..." i powiem Ci, że autorka trzyma poziom :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja czytałam tylko fragment ostatniej części "Prowincji...", ale już wiem, że przeczytam całość:)

      Usuń

Każdy komentarz jest dla mnie ważny