środa, 28 sierpnia 2013

Każdy tęskni do dzieciństwa i spokoju - "Nasz mały PRL"

Właśnie skończyłam czytać  "Nasz mały PRL". Co mogę powiedzieć o tej książce, to że nie jest książką złą, ale na pewno napisaną przez wariatów.  Jednak to ci wariaci mieli taki kaprys i przenieśli się w lata PRL, z całym jego urokiem. Szorstkim papierem toaletowym i "dietą ziemniaczano- kartoflaną".

Izabela Meyza i Witold Szabłowski to małżeństwo dziennikarzy, którzy na pół roku wtopili się w realia panujące w Polsce w 1981 r.  Książa ta to nie tylko opis perypetii jakie spotykały autorów  podczas ich "eksperymentu", ale również wspomnienia osób , które doskonale pamiętają tamte czasy.   Sąsiadów z Ursynowa, znajomych, przyjaciół i rodziców.

Ja sama jestem osobą urodzoną w PRL, a dokładniej kiedy już upadał.  Tamten świat znam tylko z opowiadań i książek. Doskonale za to pamiętam świat bez Internetu, komputerów i telefonów komórkowych. Pamiętam jak do nocy na naszych wiejskich polach bawiliśmy się z koleżankami i kolegami w podchody, graliśmy w klasy i że truskawki jadło się prosto z krzaczka. Nie myte!  A moja koleżanka posunęła się nawet o krok dalej i jadła piach z piaskownicy i jak podkreśla : "Dalej żyje i w dodatku nie choruje" .  A żeby tego było mało nie raz wybierałam się do butki telefonicznej, żeby zadzwonić do koleżanki mieszkającej na drugim końcu Polski.
Nasz mały PRL to sentymentalna podróż , nie do czasów udręki i reżimu komunistycznego, ale do czasu dzieciństwa, które dla każdego niezależnie od wieku wydaje się piękne i beztroskie.  Jeszcze kilkanaście lat i następni wariaci będą przenosić się w lata 90 i pisać o tym książki. Bo to będą ich lata dzieciństwa.

Książkę polecam, chociażby dla tego, żeby dowiedzieć jaki jest przepis na sernik z ziemniaków! Jedyne czego nie mogę pojąć, to to, że Pan Witold tak kategorycznie trzymał się zasad. Czasami, aż do przesady. Ciąża, żony to jednak nie przelewki. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy komentarz jest dla mnie ważny